protestantyzm konserwatyzm biblijny

czwartek, 29 października 2026

Dla poszukujących Bożej Prawdy … (9)

 
„Nasyć nas o świcie łaska swoją,
Abyśmy się weselili i radowali przez wszystkie dni nasze!” 
Psalm 90:14 (BW)

Nauka zaufania Bogu na pustyni
Vaneetha Risner

Gdzie uczymy się ufać Bogu?

Często zakładamy, że będziemy ufać Bogu, jeśli wybawi nas w jakiś niezwykły sposób — jak wtedy, gdy rozdzielił Morze Czerwone. Jeśli Bóg uleczy nas z nieuleczalnej choroby, naprawi trudną relację albo w cudowny sposób zaspokoi nasze potrzeby, jesteśmy przekonani, że takie wydarzenie raz na zawsze umocni naszą wiarę. Będziemy wiedzieć, że oddajemy cześć Bogu, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych — Bogu, który wskrzesza umarłych i panuje nad całym wszechświatem.
Pismo Święte przedstawia jednak inną historię.
Izraelici, wychodząc z Egiptu, byli świadkami jednych z największych cudów opisanych w Biblii, a jednak cuda te nie wzbudziły w nich trwałego zaufania. Ich wiara kształtowała się dopiero na pustyni, w zwyczajnym, codziennym doświadczeniu zależności od Boga. To właśnie tam odkrywali, że Bóg jest wierny wszystkim swoim obietnicom.

Cuda nie wzbudziły zaufania
Pokolenie, które wyszło z Egiptu, widziało zapierające dech w piersiach przejawy Bożej mocy. Patrzyło, jak Bóg ich oszczędzał, podczas gdy na Egipcjan spadała plaga za plagą. Opuścili kraj, w którym byli niewolnikami, zabierając ze sobą ogromne bogactwa. Uwięzieni między armią faraona a Morzem Czerwonym, zobaczyli, jak Bóg rozdziela wody, aby mogli przejść po suchym dnie, podczas gdy najpotężniejsza armia ówczesnego świata została pochłonięta przez morze.
Gdyby samo oglądanie cudów wystarczało do zbudowania niezachwianej wiary, to właśnie to pokolenie powinno było ufać Bogu bez najmniejszego wahania. Tymczasem na każdym kroku narzekali. Pytali, czy Bóg naprawdę ich kocha. Zastanawiali się, w jaki sposób zatroszczy się o ich potrzeby. Widzieli już, jak torował im drogę tam, gdzie sytuacja wydawała się beznadziejna, a mimo to każda kolejna przeszkoda stawała się dla nich kolejnym powodem, by w Niego wątpić. Chcieli najpierw zobaczyć, jak Bóg działa, a dopiero potem uwierzyć, że można Mu zaufać.
Nawet na pustyni Bóg wiernie się o nich troszczył. Karmił ich manną z nieba. Wyprowadził dla nich wodę ze skały. Za dnia prowadził ich w słupie obłoku, a nocą w słupie ognia, tak że zawsze wiedzieli, iż jest z nimi. Z czasem jednak te przejawy Jego miłosierdzia stały się dla nich czymś zwyczajnym. Zamiast widzieć w nich dowody Bożej wierności, ludzie skupiali się na tym, czego wciąż im brakowało.
Kiedy dotarli do granic Ziemi Obiecanej, Bóg nakazał im wziąć w posiadanie ziemię, którą im obiecał, dlatego wysłali przed sobą zwiadowców. Ci wrócili, opowiadając o Anakitach — olbrzymach — oraz o potężnie obwarowanych miastach. I po raz kolejny lud zwątpił w Boga. Oskarżyli Go nawet o to, że wyprowadził ich z Egiptu dlatego, że ich nienawidził i chciał ich zgładzić. Zamiast zaufać Bogu, który już wcześniej dokonał rzeczy niemożliwych, odmówili wejścia do tej ziemi.
Później Mojżesz przypomniał następnemu pokoleniu słowa ich rodziców:
„Nie chcieliście jednak pójść i zbuntowaliście się przeciwko nakazowi PANA, waszego Boga. Szemraliście w swoich namiotach i mówiliście: «PAN nas nienawidzi. Dlatego wyprowadził nas z ziemi Egiptu, aby wydać nas w ręce Amorytów i zgładzić»” (Księga Powtórzonego Prawa 1:26–27).

To oskarżenie odsłania istotę ich niewiary. Trudności interpretowali jako dowód na to, że Bóg ich nienawidzi. Każde opóźnienie, każda niezaspokojona potrzeba i każda przeciwność stawały się dla nich powodem, by podawać w wątpliwość Jego zamiary wobec nich.

Bóg, którego nie rozumieli
Mojżesz przypomniał im jednak:
„PAN, wasz Bóg, który idzie przed wami, sam będzie walczył za was, tak jak uczynił to dla was w Egipcie na waszych oczach. Widzieliście też na pustyni, jak PAN, wasz Bóg, niósł was niczym ojciec niosący swojego syna — przez całą drogę, którą przeszliście, aż dotarliście na to miejsce” (Księga Powtórzonego Prawa 1:30–31).

Oni mówili, że Bóg ich nienawidzi. Mojżesz mówił, że Bóg ich niósł. Jak ojciec, który niesie własnego syna.
Pokolenie, które wyszło z Egiptu, nie wątpiło w Bożą moc. Wątpiło w Jego serce. Każda trudność utwierdzała ich w przekonaniu, że Bogu już na nich nie zależy, mimo że dzień po dniu nie przestawał zaspokajać ich potrzeb.
Byli spragnieni, ale nie zostali opuszczeni. Nie wiedzieli, skąd weźmie się ich następny posiłek, ale Bóg wiernie ich karmił. Nie wiedzieli, dokąd zmierzają, lecz Bóg ani na chwilę nie przestał ich prowadzić. Daleki od tego, by ich porzucić, niósł ich przez pustynię.

Pokolenie, które nauczyło się ufać
Drugie pokolenie nauczyło się to dostrzegać. Wielu z nich nigdy nie widziało plag egipskich ani nie przeszło przez Morze Czerwone. Znali za to czterdzieści lat codziennej Bożej wierności. Każdego ranka pojawiała się manna. Każdego dnia obłok przypominał im, że Bóg jest z nimi. Ilekroć potrzebowali wody, Bóg im ją dawał. Ich ubrania się nie zużywały. Ich obuwie się nie niszczyło. Nie brakowało im niczego, czego naprawdę potrzebowali.
Pustynia nauczyła ich czegoś, czego ich rodzice nigdy się nie nauczyli: Bogu można ufać.
Kiedy Jozue ponownie poprowadził ich ku Ziemi Obiecanej, przeszkody się nie zmieniły. Nadal między nimi a Bożą obietnicą płynęła rzeka. Nadal stały tam obwarowane miasta. Anakici wciąż tam byli. Zmienili się natomiast ludzie.
Zanim wody Jordanu się rozstąpiły, kapłani musieli wejść do rzeki. Posłuchali Boga, zanim zobaczyli cud. Pod Jerychem obchodzili miasto dokładnie tak, jak Bóg im nakazał, a mury runęły przed nimi. A olbrzymi, którzy tak bardzo przerażali ich rodziców? Pismo Święte po prostu stwierdza, że Izrael podbił ich wraz z resztą kraju. Bez szczególnego rozgłosu. Bez paniki i przerażenia. Wszystko, co kiedyś wydawało się tak groźne, zostało pokonane przez samego Boga, a zadaniem Izraelitów było zaufać Mu i być Mu posłusznymi.
Na długo przed przekroczeniem Jordanu to pokolenie nauczyło się już najważniejszej lekcji. Wiedzieli, że Bóg dotrzyma swojego słowa, ponieważ każdego dnia doświadczali Jego wierności.

Gdzie kształtuje się nasza wiara? 
Często sądzimy, że nasza wiara wzrośnie, jeśli Bóg odpowie na nasze modlitwy dokładnie tak, jak Go prosimy. Wyobrażamy sobie, że gdy tylko otrzymamy wybawienie, za którym tak bardzo tęsknimy, już nigdy więcej nie zwątpimy w Jego dobroć. Jeśli jednak nasza ufność wobec Boga zależy od tego, czy zobaczymy taki rezultat, jakiego oczekujemy, nasza relacja z Nim zaczyna przypominać układ oparty na wymianie. Ufamy Bogu do chwili, gdy pojawi się kolejny poważny problem — a wtedy znów zaczynamy wszystko podawać w wątpliwość.
To jeden z powodów, dla których cierpienie dokonuje w naszym życiu tak głębokiego dzieła. Kiedy życie jest łatwe, możemy polegać na własnych zdolnościach, własnych planach i własnym rozumieniu. Cierpienie jednak odbiera nam te podpory. Uczy nas zależności od Boga, ponieważ nie mamy już dokąd się zwrócić. Wołamy do Niego. Chwytamy się Jego obietnic. Odkrywamy, że Jego obecność naprawdę wystarcza nam na dzisiaj.
Podobnie jak Izrael zaczynamy rozumieć, że Bóg nas niesie. Być może nie mamy tego, co sami byśmy wybrali. Może brakuje nam stabilizacji, niezależności, różnorodności, wygody czy pewności jutra. Nigdy jednak nie zabraknie nam obecności Boga ani niczego, czego rzeczywiście potrzebujemy, aby wypełnić Jego zamiary wobec nas.
Pierwsze pokolenie utożsamiało trudności z opuszczeniem przez Boga. Drugie nauczyło się, że właśnie pośród trudności odkrywa się Jego wierność. Pustynia przemieniła naród byłych niewolników w lud, który ufał Bogu. Nie szli naprzód dlatego, że dokładnie wiedzieli, jak Bóg zadziała. Szli, ponieważ znali Boga, który przez czterdzieści lat ich niósł.

Często pragniemy, aby Bóg jak najszybciej wyprowadził nas z pustyni. Tymczasem to właśnie na pustyni uczy nas Mu ufać. Tam odkrywamy, że Jego obecność wystarcza, Jego zaopatrzenie jest dostateczne, a Jego obietnice są prawdziwe. Uczymy się być posłuszni, zanim zobaczymy rezultat, ponieważ poznaliśmy Tego, który nas prowadzi.
Trwała wiara nie rodzi się wyłącznie wtedy, gdy rozstępuje się morze albo upadają mury. Kształtuje się na pustyni, gdzie dzień po dniu Pan niesie nas tak, jak ojciec niesie swojego syna.

Vaneetha Risner
Źródło przedruku: 5sola.pl (28.08.2026)
http://www.5sola.pl/2026/08/nauka-zaufania-bogu-na-pustyni-vaneetha.html

* * *
„Tak, Panie”: pochylając głowę przed Bożą opatrznością

Opatrzność, pokuta, suwerenność, poddanie, cierpienie. 
Czy trudno ci przyjąć Bożą opatrzność w swoim życiu? Być może cierpisz, przytłoczony smutkiem lub bólem. Być może tkwisz w grzechu, a każdy odruch twojego serca sprzeciwia się drodze Pana. Czy chodzi o cierpienie, grzech, czy jedno i drugie, obowiązkiem — a zarazem radością — każdego chrześcijanina jest pochylić głowę i poddać się Bogu. Jak jednak mamy się tego nauczyć?

Opór woli 
Mój syn Pilgrim ma prawie cztery lata i zmaga się ze słabą wolą. Każda sytuacja, każde spojrzenie czy słowo, które nie odpowiada jego chwilowym pragnieniom, wywołuje u niego płacz. Niedawno, gdy rozmawiałam przez telefon z mamą, usłyszała jego szloch.

— Co się stało? Zrobił sobie krzywdę? Przewrócił się?
— Nie, mamo. Po prostu ktoś mu powiedział „nie”.

Kochane dziecko. Nie zdaje sobie sprawy, jak doskonałe zwierciadło podstawia własnej matce. Niewiele się od niego różnię. Moja wola również sprzeciwia się opatrzności Pana.
Wbrew popularnemu określeniu „dziecko o silnej woli” Charlotte Mason, autorytet w dziedzinie wychowania, twierdziła, że wola takiego dziecka jest w rzeczywistości bardzo słaba. „Wyobraź sobie — mawiała — że podlegasz każdemu kaprysowi własnej woli i nie potrafisz zwrócić się ku temu, co dobre i słuszne, ponieważ jesteś niewolnikiem każdego swojego pragnienia”. Taki człowiek, przekonywała, nie ma silnej woli, lecz wolę słabą i zniewoloną. Ulega każdemu swojemu pragnieniu. Kiedy sprzeciwiamy się Bożej opatrzności w swoim życiu, kurczowo trzymając się własnych pragnień i oczekiwań, ujawniamy słabą wolę, poddaną naszym namiętnościom.
Jednym z powracających motywów Biblii jest czynienie tego, co słuszne we własnych oczach. Raz po raz w Starym Testamencie wiadomo, że dzieje się źle, gdy ludzie czynią to, co słuszne we własnych oczach. Kiedy sprzeciwiamy się woli Boga na rzecz własnych pragnień — czy to w smutku, chorobie, czy grzechu — czynimy to, co słuszne we własnych oczach. Nie chcemy Jego opatrzności. Chcemy innej opatrzności — życia zgodnego z naszym wyobrażeniem o tym, co byłoby właściwe.


Nie chcę tej choroby. Nie chcę tego męża ani tej żony. Nie chcę żyć samotnie. Nie chcę tego przeciekającego dachu, którego naprawa może kosztować fortunę. 
A jak reagujemy na to, czego nie chcemy? Niepokojem, gniewem, zajadaniem emocji, masturbacją — można by wymieniać dalej. Ulegamy swoim najniższym pragnieniom, aby uciec od rzeczywistości Bożej opatrzności. Nie chcemy przyznać, że właściwą odpowiedzią na nasze położenie jest zgodzić się na rolę drugoplanowej postaci we wspaniałej opowieści Boga i poddać się Jego opatrzności w danych nam okolicznościach.
Pomyślmy o uczniach Jezusa, którzy w 9. rozdziale Ewangelii Jana spotkali człowieka niewidomego od urodzenia. Zapytali: „Mistrzu, kto zgrzeszył, on czy jego rodzice, że urodził się ślepy?” (J 9,2).
Nauczycielu, powiedz coś, co pozwoli nam zrozumieć to cierpienie. To, że ten człowiek nie widzi, musi być sprawiedliwą odpłatą. Na pewno karzesz go za jego grzech albo za grzech jego rodziców.
Co odpowiedział Jezus? „Ani on nie zgrzeszył, ani jego rodzice, ale stało się tak, aby się na nim objawiły dzieła Boga” (J 9,3).
Boża opatrzność w naszym życiu — fakt, że to Jego wola rozstrzyga o każdej naszej sytuacji — może pozostawać dla nas tajemnicą. Nie potrafimy pojąć, że ktoś mógł urodzić się niewidomy po to, aby objawiły się w nim dzieła Boga. Kiedy Boża opatrzność wydaje nam się nieczuła, ujawnia to, jak słabo rozumiemy Jego charakter.

Jesteś dobry i dobrze czynisz
Co możemy wiedzieć o charakterze Boga, kiedy nie chcemy poddać się Jego opatrzności? Pomyślmy o Psalmie 119,68: „Dobry jesteś i dobrze czynisz”. Słowa te stały się refrenem, który nieustannie powtarzam własnej duszy.
Bóg jest samą definicją dobra. Użyte tutaj hebrajskie słowo jest tym samym, które pojawia się w 1. rozdziale Księgi Rodzaju, gdy podczas stworzenia Bóg ogłasza każde swoje dzieło „dobrym”. Oznacza ono coś, co budzi upodobanie, a zarazem jest słuszne. Sam Bóg jest godny upodobania i prawy. Nie czyni zła i nie ma w Nim niczego złego.
Bóg jest nie tylko dobry, lecz także dobrze czyni. To znaczy, że nie czyni zła. Nie brzmi to: „Jesteś dobry, ale chciałabym, żebyś również tak postępował”. Ani: „Jesteś dobry, lecz wydajesz się bezsilny”. W naszej kulturze czasami mylimy dobroć ze słabością. Nie znamy władców, którzy byliby dobrzy do głębi i czynili dobro we wszystkich swoich działaniach. Z Bogiem jest inaczej. On jest dobry i czyni wyłącznie dobro.
Co ciekawe, jeśli przyjmiemy, że możliwym autorem tego psalmu jest Dawid, słowa te wypowiada on, rozważając ucisk, którego doświadczył w swoim życiu. W tej części psalmu najpierw wyznaje, że Bóg dobrze uczynił swemu słudze, i prosi Go, aby nauczył go właściwego osądu (Ps 119,65–66). To łatwo przyjąć. Szczególnie fascynuje mnie jednak kolejny werset, zwłaszcza w kontekście naszych rozważań:
„Zanim doznałem ucisku, błądziłem, ale teraz przestrzegam twego słowa. Dobry jesteś i dobrze czynisz” (Ps 119,67–68).
Widzisz to? Przejawem dobroci Boga w życiu Dawida było to, że Bóg doświadczył go uciskiem, aby Dawid powrócił na drogę sprawiedliwości i przestrzegał Jego słowa.
Zaledwie kilka wersetów później Dawid powtarza tę prawdę:
„Dobrze mi, że zostałem uciśniony, abym się nauczył twoich ustaw. Lepsze jest dla mnie prawo twoich ust niż tysiące sztuk złota i srebra” (Ps 119,71–72).
Dawid uznaje, że Boża opatrzność w jego życiu jest dobra, ponieważ pochodzi z rąk dobrego Boga. Poddaje się jej, aby odnaleźć radość w Bogu. Opatrzność Boża w życiu wierzących zawsze prowadzi nas drogą, którą powinniśmy iść. Czy prawo pochodzące z ust Boga jest dla nas cenniejsze niż życie wolne od trudności? Czy jesteśmy gotowi pochylić głowy przed Bożą opatrznością w naszym życiu tylko dlatego, że On jest dobry i dobrze czyni? Czy potrafimy powiedzieć: „Tak, Panie”?

Chrześcijaninie, sam akt poddania się Bożej opatrzności przyniesie twojej duszy pełen słodyczy pokój posłuszeństwa — niezależnie od okoliczności.
Kiedy mozolnie staram się pomagać Pilgrimowi, a jednocześnie przemawiam do własnego serca, przypomina mi się historia opowiedziana przez Elisabeth Elliot. Pewna kobieta przyszła do pastora po radę, ponieważ w konkretnej sprawie nie chciała pójść za Bogiem. Pastor wysłuchał jej, a następnie napisał na kartce słowa: „Nie, Panie”. Poprosił, aby przez dziesięć minut zastanawiała się, które z tych słów powinna skreślić.
Dziesięć minut później kobieta pokutowała. Wiedziała, że gdyby skreśliła słowo „Panie”, wyrzekłaby się wiary. Nie można sprzeciwiać się panowaniu Boga nad całym swoim życiem i zarazem być chrześcijaninem. Gdyby jednak skreśliła słowo „Nie”, musiałaby poddać się Jego władzy i panowaniu.
Jeśli chodzi o Pilgrima, ilekroć widzę, jak jego buzia wykrzywia się w grymasie i za chwilę ma wybuchnąć płaczem, szybko do niego podchodzę, kładę dłoń na jego sercu, pomagam mu wziąć głęboki oddech i mówię:
„Tak, Panie. Tak, Panie. Tak, tak, Panie”.
Cokolwiek mu się przydarzyło i jakkolwiek bardzo mu się to nie podoba, jest częścią Bożej opatrzności, a my odpowiemy na to posłuszeństwem.
„Jesteś dobry i dobrze czynisz”.

Pytania do refleksji:
1. Jakiemu zrządzeniu Bożej opatrzności sprzeciwiasz się obecnie w swoim życiu?
2. Z którym pragnieniem twojego serca zderza się Boża opatrzność?
3. Jakiej prawdy o Bożym charakterze możesz uchwycić się w tej sytuacji, aby poddać się Jego panowaniu?

Bekka French
Źródło przedruku: 5sola.pl (22.07.2026)
http://www.5sola.pl/2026/07/tak-panie-pochylajac-gowe-przed-boza.html


Polecane z biblioteczki blogów:
»Prawda tylko w Słowie Bożym ... (4) - Ufność Bogu«
https://szukajzbawcy.blogspot.com/2022/03/prawda-tylko-w-sowie-bozym-4_13.html

»Dobra Nowina teraz ... (3) -
- „4.Rzekł mu Nikodem: Jakże się może człowiek narodzić, gdy jest stary?”«
https://szukajzbawcy.blogspot.com/2020/05/dobra-nowina-teraz-3.html

»Dobra Nowina teraz ... (4) - narodzić się na nowo«
https://szukajzbawcy.blogspot.com/2020/08/dobra-nowina-teraz-4.html

»Dobra Nowina teraz ... (5) - INSTRUKCJA ZBAWIENIA«
https://szukajzbawcy.blogspot.com/2020/11/dobra-nowina-teraz-5_44.html

»Dla poszukujących Bożej Prawdy … (8)«
https://oczekujacchrystusa.blogspot.com/2024/06/dla-poszukujacych-bozej-prawdy-8.html

»Biblijna droga zbawienia …
=> Twoje trzy „jeśli” w duchowej drodze zbawienia«
https://ewangeliczne-zaglebie.blogspot.com/2026/08/biblijna-droga-zbawienia.html

»Nauczanie o krzyżu Chrystusa … (5)«
https://ewangeliczne-zaglebie.blogspot.com/2026/06/nauczanie-o-krzyzu-chrystusa-5.html

»Wierność Słowu Bożemu - Waldensi
„Waldensi – misjonarze średniowiecznej Europy”«
https://ewangeliczne-zaglebie.blogspot.com/2026/05/wiernosc-sowu-bozemu-waldensi.html

»Apologetyka biblijna wobec nauk antychrysta [1]
„New Age dziś, czyli co nas czeka … (?) cz.1.”« 
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz